Francja — kraj wina, mody i miłości — w tej opowieści staje się przestrzenią ciężkiej
pracy i wyobcowania. Miejscem, w którym nadzieja i szczęście splatają się ze
strachem, zmęczeniem i depresją. Francuskie wino dzieli się na białe i czerwone (co
za ironia); dla mnie ma wszystkie odcienie szarości. Smakuje potem, błotem i
deszczem.
Euro czy złoty? Pieniądze czy przygoda? Miłość, szczęście, sens? Wszyscy czegoś
szukamy i od czegoś uciekamy. Miało być lepiej: Francja, nowy świat, godne
pieniądze. Ale wszędzie zabieramy ze sobą samych siebie. Problemy z Polski
wyruszają razem z nami i po drodze spotykają nowe. Emigracja staje się izolacją,
izolacja — wygnaniem.
Będąc tam, uświadamiamy sobie, ile zostawiliśmy za sobą: rodzinę, przyjaciół,
codzienność, która wtedy zdawała się nie mieć wartości — dziś jest marzeniem,
które może już nigdy nie wrócić.
Polska czy Francja — zawsze obcy, a jednak tęsknię do Burgundii. Wszystko, co
wydarza się tam, zostaje tutaj — w naszych sercach.
Ten czas nauczył mnie, że domu nie da się po prostu znaleźć ani porzucić. Dom
trzeba zbudować i pielęgnować. A pogoń za pieniądzem — choć czasem konieczna
— zawsze ma swoją cenę. W każdym miejscu zostawiamy jakąś cząstkę siebie.
Pozostaje tylko jako tako żyć dalej.
/Materiał prasowy ogranizatora./
