Zapraszamy na wystawę organizowaną przez Galerię Sztuki Współczesnej w Opolu w Centrum Przesiadkowym.
Kuratorka: Agnieszka Dela-Kropiowska
Wystawa Konrada Gubały „Odpukać w niemalowane” nie jest opowieścią o folklorze. Jest o mechanizmie przesądów: jak produkujemy sens tam, gdzie rzeczywistość pozostaje nieprzewidywalna.
Artysta przekłada znane w polskiej kulturze przesądy na obiekty i instalacje, które testują logikę zabezpieczania przyszłości. W przestrzeni wystawy dominują trzy przekonania gwarantujące pomyślność: nie zabijaj pająków w domu, czterolistna koniczyna oraz znaleziony grosik. Pojawiają się ponadto buty gotowe do drogi – zamiast siana wypychają je grosiki, jak drobny kapitał nadziei noszony przy ciele. Jest też mini-ogród: fontanna, z której wylewa się ziemia i druciane „drzewka szczęścia” – domowe amulety ustawiane na meblościankach wielu domów, gwarantujące dobrobyt. Prace te nie wyśmiewają przesądów, traktują je serio jako technologie codzienności; małe, tanie, dostępne od ręki. W świecie presji i przyspieszenia drobny rytuał to narzędzie regulacji.
W opracowaniach naukowych przesąd to przypadkowo wzmocnione zachowanie lub wyuczone przekonanie, umożliwiające redukcję psychologicznych kosztów egzystencji w środowisku, nad którym nie można w pełni zapanować.* Człowiek woli nawet iluzję kontroli niż czysty przypadek. Według badań praktyki te nadal, mimo racjonalizacji życia w XXI wieku, strukturyzują niepewność.
W chaosie ekonomicznym, w krajobrazie prekariatu – umów krótkoterminowych, projektów bez gwarancji ciągłości, życia „od naboru do naboru” – pojawia się potrzeba sprawczości niemal świętej. Sprawczości, która daje poczucie godności tam, gdzie system nie daje stabilności. W tym kontekście tytułowe „odpukanie w niemalowane” staje się mikro-aktem wiary w to, że nie wszystko jest czystym przypadkiem.
Dla młodego artysty gesty te mają podwójne znaczenie. Z jednej strony Gubała wie, że rynek sztuki jest nieprzewidywalny, a sukces – statystycznie wątpliwy. Z drugiej powtarza przypisane jego zawodowi czynności: szkicuje, buduje, wysyła portfolio, instaluje wystawę. Każdy z tych ruchów ma w sobie coś z przesądu. Powtarzam, więc może się wydarzy. Pracuję, więc może się uda. To świecka liturgia pracy twórczej i chęć przywołania lepszego jutra.
Nieprzypadkowy jest też kontekst prezentacji: centrum przesiadkowe w Opolu. Przestrzeń przejścia, w której codziennie krzyżują się trajektorie ludzi dojeżdżających z mniejszych miejscowości regionu do stolicy po pracę i edukację. Miejsce „pomiędzy”: czekanie, przesiadki, opóźnienia, powroty. Tu najlepiej widać, jak bardzo chcemy mieć wpływ na to, co zależy od rozkładu jazdy i szeregu „jeśli”. W takim otoczeniu przesąd działa jak kieszonkowy amulet sprawczości: robię coś, uruchamiam sekwencję, idę dalej.
I wreszcie: „niemalowane”. To surowe drewno, które nie udaje niczego. Nie ma tu dekoracyjnej tapety ani bezpiecznej metafory — w to trzeba stuknąć naprawdę. Rdzeń wystawy jest prosty i twardy jak ten materiał: potrzeba sprawczości. Najmniejszy ruch dłoni, który mówi — próbuję. W świecie niepewności to gest niemal sakralny.
/Materiał prasowy ogranizatora./
