Serdecznie zapraszamy na wernisaż.
Wystawa zorganizowana we współpracy z Galeria AOKZ.
kurator: Dagmara Giej-Rusnak
współpraca kuratorska: Maciej Domarecki
Zdeformowany obraz mieszkania, w którym brak rozpoznawalności, przewidywalności i bezpieczeństwa. Ogniskiem domowym stał się dla nas ekran (komputera, telewizora, czy telefonu), który jest miejscem nieprzerwanego kontaktu ze światem. Jakże trudno nam być dzisiaj w samotności. Trudno, bo wciąż podłączeni jesteśmy do globalnego hałasu i obecności, od czego trudno się odizolować. Trudno też, gdy już faktycznie nadejdzie moment samotnej ciszy… w pokoju…
Jakoś tak z obserwacji zaryzykowałabym twierdzenie, że przez tryb współczesnego funkcjonowania w większości jesteśmy niespokojni i nieuważni. Wiele rzeczy umyka: w moim wynajętym pokoju, „domu” umyka spokój, umyka pewność, umyka miejsce. Pokój odkształca się i nie trzyma swoich fizycznych granic.
Na swoich płótnach pokazuję krajobrazy, które same przychodzą do mnie w różnych momentach, głównie podczas samotnych rozmyślań w pokoju, lecz nie tylko. Te krajobrazy kryją się za właściwymi ścianami, gdzieś głęboko w ciemnych kątach, jasnych plamach światła, gdzie, podszyte pod rzeczywistością, pokazują mi się na chwilę.
Tak wyszło, że najczęściej nawiedza mnie obraz domu. Jest to dom specyficzny, ponieważ traci on swoją klasyczną funkcję; dom z założenia powinien być czymś bezpiecznym. To on ma nas odgradzać szczelnie od świata zewnętrznego, trzymać granice. Miejsca, które ja przedstawiam, są jednak zgoła inne. Ściany moich mieszkań nie trzymają przestrzeni w zwartej strukturze. Ściany mają dziury, odstępy, często nie dźwigają żadnego sufitu. Meble nie pełnią już swoich funkcji, są raczej przypadkowymi mieszkańcami; scenografią, która ma stwarzać pozory domu. Często w przedstawieniach umieszczam krzesła. Są one dla mnie fascynujące, bo w krześle łatwo sobie wyobrazić, gdzie ma ono plecy, twarz, gdzie nogi; widać, kiedy krzesło stoi do ciebie twarzą, a kiedy jest odwrócone. Czasami w samotności poddaję krzesła animizacji, myśląc, że są na mnie obrażone albo przykładowo zaciekawione tym, co robię.
Mieszkańcami domów są zazwyczaj pojedynczy ludzie. Prócz mebli i czasami bohaterów, wmalowuję w te pejzaże wpół żywe, wpół martwe kwiaty. Są one przejawem tęsknoty do świetlistej, wiosennej rzeczywistości. Często takiej, jaką pamiętam z dzieciństwa, które w przeciwieństwie do dorosłości było dosyć przewidywalne, ustrukturyzowane. W dzisiejszych czasach można się bać o bezpieczeństwo i stabilność z oczywistych powodów, takich jak wojny i problemy ekologiczne. Jest jednak poza tym wszystkim jeszcze bardziej subtelny niepokój. W świecie przeładowanym informacją, hałasem; w świecie, który jest wiecznie aktywny, pełen ambicji, żyję sobie jako dwudziestoparoletnia młoda dorosła. Mieszkania, które wynajmuję ja i moi rówieśnicy, nie są nasze. Nie można się w nich rozrządzić, przemeblować, a nawet eksploatować ich swobodnie. Poczucie domu i bezpieczeństwa musi płynąć w takich warunkach przede wszystkim z wnętrza. Wnętrze to jednak jest często niepewne, przytłoczone i pełne sentymentu do czasów wyidealizowanej beztroski i wspomnień.
Ośmielę się powiedzieć, że jest to trend. W internecie hasło „nostalgia” obecnie ma swoje znaczące miejsce. Jak gdyby moje pokolenie tłumnie pragnęło wrócić do kuchni swojej babci na blokowisku, do wakacyjnej przyrody, do ciepła, do ekscytacji i do dzikości.
/Marta Prabucka/
/Na podstawie materiałów prasowych ogranizatora./
