Co dziś w Twoim mieście?

Paulina Semkowicz – JEZIORO SZCZĘŚCIE

Informacje o wydarzeniu

Data:
Godzina: 18:00
Dodaj do kalendarza

Kuratorka: Małgorzata Wesołowska
Współpraca: Natalia Śliwińska
Identyfikacja graficzna: Kaja Kusztra

Obraz sielskiego lata spędzanego w „mająteczku” – na letnisku, działce, daczy[1], w second-home[2], cabanone[3], hytte[4] czy w górskim chalet[5] – to częsty motyw podejmowany w literaturze, filmie i malarstwie, a pośrednio – w muzyce[6]. Takie domostwo, nierzadko skromne i wyposażone w bardzo podstawowe wygody, rekompensuje letnikom komfort emocjonalny zapewniany przez rodzinę, przyjaciół, sąsiadów i gości, a niekiedy służbę. Letni skwar stanowi warunek sine qua non osiągnięcia stanu tytułowego szczęścia, urzeczywistniany dzięki ochładzającej kąpieli. Daje to mieszkańcom obszarów klimatu umiarkowanego przyczynek do wspominania przez resztę roku stanów przyrody, pogody i możliwości, jakie otworzyło przed nimi gorące lato. Jest to zresztą ciekawe w kontekście powszechnej obecnie fali narzekania na wysokie temperatury – poprzedzającej równie cykliczne utyskiwanie na temperatury niskie. Letnie stany rozkoszy przedstawiono choćby w obrazie „A Bigger Splash” Davida Hockneya (skok do basenu z widokiem na patio kalifornijskiej posiadłości), a później w filmie o tym samym tytule (Tilda Swinton na południu Włoch, jej topiący się w basenie kochankowie i ich kochanki), jak również w książce „Szczenięce lata” Melchiora Wańkowicza (pływanie nago w krystalicznych rzekach kresowych majątków epoki międzywojnia) czy „Księdze lata” Tove Jansson (nurkowanie, a raczej strach przed nim, w wodzie rozgrzanego słońcem, skalistego wybrzeża Bałtyku).

Powieść Jansson, świeżo wydana w nowym tłumaczeniu, ma status kultowej wśród pozycji stanowiących – także dla mnie, znającej ją jako lekturę wczesnej młodości pod tytułem „Lato” – tzw. comfort reads. Słodkie nieróbstwo, wymuszone upałem letnie spowolnienie i oddalenie od cywilizacji oddane są tu z – charakterystyczną dla autorki „Muminków” – przysłowiową fińską prostotą, tworząc jednocześnie rytuały i ponadczasowe anegdoty na bazie najprostszych zjawisk i czynności. Jansson opisuje wakacyjne miesiące spędzane co roku przez małą dziewczynkę w towarzystwie babci i taty w domu stojącym na niewielkiej bałtyckiej wyspie. Przypisywanie nieco przesadnych, „magicznych” znaczeń i wyolbrzymianie codziennych spraw charakterystyczne jest dla percepcji dziecka, a w konsekwencji jego wspomnień. Zwykłą burzę przeczekaną pod szumiącym w deszczu drzewem po latach pamiętamy jako huragan, gęste zarośla jako dżunglę, wodę do pasa jako głębinę, a graciarnię na strychu jako pokój z baśni.

Dla mnie samej tzw. dębina, oddalona o dwa kilometry od naszego rodzinnego, mazowieckiego letniska, do której chodziłam z babcią zbierać jagody, jawi się jako magiczna Narnia. Tamten fragment lasu z kilkoma dębami był dla mnie kilkuletniej miejscem pełnym splątanej i nieprzepuszczającej słońca roślinności oraz gadających zwierząt i motyli, gotowych rzucić czar na wiaderko uzbieranych owoców, ważących oczywiście co najmniej tonę. Spacery z mamą po piaszczystych mazowieckich drogach, podczas których docierałyśmy do połaci borówek, rosnących wśród zwiędłych w letnim skwarze mchów i wrzosów, wspominam co najmniej jako przesuszony i pustynny Dziki Zachód. Wyolbrzymiona w mojej głowie odległość od studni (nasza podstawowo wyposażona chałupa nie posiadała kranów) sprawiała, że niemal umierałam z pragnienia, które mama zalecała gasić wytrawnymi w smaku owocami.

U Tove Jansson dryfujący w morzu szlafrok ojca staje się symbolem poczucia komfortu i bezpieczeństwa, a nuworyszowska willa dyrektora banku – środkiem wychowawczym, służącym wyrobieniu ponadczasowej, choć nieco klasistowskiej postawy, której wyrazem jest przekonanie, że pieniądze nie są w stanie zapewnić ludziom ani dobrego smaku, ani emocjonalnej równowagi. Kiedy przeczytałam posłowie „Księgi lata”, napisane przez bratanicę autorki, dowiedziałam się jak niezwykle mały (nieco ponad 30-metrowy) był jej dom – postawiony na leżącym u fińskiego wybrzeża Morza Bałtyckiego szkierze i jednocześnie kluczowy bohater „Muminków dla dorosłych”, jak niekiedy nazywa się tę książkę.

Letni dom Pauliny Semkowicz, kupiony jako jednoizbowa chata i rozbudowany przez jej ojca, przez lata (sic!) był ośrodkiem i świadkiem realnie prostego, a emocjonalnie i wizualnie nadzwyczajnego „lajfstajlu”. Nieprzypadkowo umiejscowiony na Suwalszczyźnie – lata świetlne od rodzinnego Krakowa – urządzony został z inteligencką nonszalancją. Wyposażony w przedmioty skromne, często znalezione lub kupione za bezcen, przerobione, przystosowane, pomalowane, a niekiedy odrapane i zamontowane bez wyraźnej przyczyny, choć służące z ponadczasową siłą rozwiązań prowizorycznych. Malarskie impresje na temat tych wspomnień, których ukoronowaniem i celem jest zanurzenie się w przylegającym do posiadłości jeziorze, stanowią oś wystawy.

Okolice na północ i wschód od Suwałk to dziś newralgiczny obszar znajdujący się na styku granic Polski, Litwy i Rosji, a w dolnym obszarze sąsiadujący z Białorusią. Falujący, łagodny pejzaż pagórkowatego „polskiego bieguna zimna” fascynuje autorkę i kuratorkę od dawna. Obie od lat spędzały tam wakacje. Zielonkawa toń chłodnego, polodowcowego jeziora, kojąco obmywająca rozgrzane upałem ciało, to powidok powracający przez resztę spędzanego w mieście roku jak mantra, służąca uspokojeniu myśli i nastroju.

Woda od lat stanowi obiekt i wyzwanie malarskiej fascynacji Pauliny Semkowicz. Jej wielkoformatowe prace – ścienne i malowane na tkaninie – przedstawiające płynne, organiczne formacje, oglądać można było w zeszłym roku, m.in. na wystawach: „Posessed Mountains” w Forum Stadtpark w Grazu, „Aloja” w Spiritvessel w Gironie i „Bain-Marie” w galerii Vin Vin w Wiedniu. Tym razem obraz „Jeziora zwanego Szczęściem” ma być ubogacony wizerunkami obiektów i kształtów, będących scenograficzną interpretacją letniego domu rodziny malarki. Jak rama obrazu, tak struktura domu – rozbita na pojedyncze komponenty – tworzy fizyczną barierę, ustanawiającą granicę świata dziecięcych przeżyć i fantazji autorki. Co widział dom i składające się na niego elementy?

/Małgorzata Wesołowska/


[1] Dacza – z języka rosyjskiego „dom wakacyjny”.
[2] Second-home – z języka angielskiego „drugi dom”, np. na lato.
[3] Cabanon – z języka francuskiego „chatka, szałas”.
[4] Hytte – z języka norweskiego „chata”.
[5] Chalet – z języka francuskiego „domek, chata w górach”.
[6] Np. Gustaw Mahler posiadał trzy letnie domy. Podobno nigdzie indziej nie mógł osiągnąć takiego skupienia i ciszy potrzebnych do komponowania. Również Grieg, Brahms i Sibelius komponowali w sezonowo użytkowanych domostwach.


Paulina Semkowicz – artystka wizualna specjalizująca się przede wszystkim w medium malarstwa. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie oraz Faculdade de Belas Artes na Uniwersytecie w Porto. W swojej praktyce łączy malarstwo, instalację i realizacje site-specific. Jej prace były prezentowane m.in. w Trafostacji Sztuki w Szczecinie, Belvedere 21 w Wiedniu, Forum Stadtpark w Grazu oraz Muzeum Sztuki Współczesnej w Skopje. Dla EVN Sammlung zrealizowała wielkoformatową pracę ścienną na zamówienie, stanowiącą część kolekcji instytucji. Współpracuje z galeriami i instytucjami sztuki w Austrii, Niemczech i Hiszpanii. Mieszka i pracuje w Wiedniu.

Małgorzata Wesołowska – projektantka, doktor sztuki, nauczycielka, wykładowczyni. Absolwentka Oslo School of Architecture and Design i Wydziału Wzornictwa warszawskiej ASP. W 2018 roku zrealizowała nagrodzony wyróżnieniem projekt instalacji w pawilonie polskim podczas London Design Biennale. Dwukrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zajmuje ją problematyka dostępnego projektowania oraz ekosystemy produkcji i użytkowania przedmiotów codziennego użytku.

/Materiał prasowy ogranizatora./

Lokalizacja