kurator: Marek Rogala
Zaczęło się od uderzenia. Dosłownie. Od bicia chłopaków z gliny. Aleksandra Koper bije swoich chłopców, drechów z ustawek, zapaśników, zanim jeszcze na dobre się narodzą. To podwójne bicie – najpierw tworzy formę pełną odcisków, a następnie uderza pięścią lub ciężkim przedmiotem. Wbija wewnętrzny gniew w materię udającą ciało, którego Aleksandra się boi. Albo które ją fascynuje.
Wchodzisz do walki, stawiasz siebie w ringu. Hamulce puszczają. Zmienia się percepcja widzenia: przestajesz już tylko obserwować i stajesz się uczestniczką lub uczestnikiem. Jesteś blisko, strach maleje aż wreszcie ustępuje miejsca zupełnie innym uczuciom. Detonacja agresji zostawia po sobie coś, co może wyglądać… jak miłość.
Pracy przy tej wystawie towarzyszy mi, Markowi, ekscytacja. Może to moja nieheteronormatywna natura, a może po prostu siła prac Koper, ale chłopcy w rzeźbiarskich uściskach budzą we mnie podniecenie, które ciężko ukryć. może wydać się egocentryczne. Niefachowe, bo mówi o indywidualnym czuciu, a nie o wiedzy. Ale czy jako kurator muszę zachowywać bezpieczny dystans, gdy przed oczami mam spektakl tak silnego cielesnego napięcia?
Wychodzimy od bozzetto – od szybkości, niecierpliwego szkicu w glinie, ciosu. Aleksandra porzuca hiperrealizm swoich dawnych „lateksowych chłopców” na rzecz formy niedopowiedzianej. I to jest pułapka. Bo im mniej jest cyzelowania, tym więcej miejsca zostaje dla nas, odbiorców. Dla naszych skrytych myśli, których nie zdradzamy nawet najbliższym osobom.
W eskaem pokazywaliśmy już męską anatomię w sposób dosłowny. Tym razem to jej brak, zamknięty w pozach walczących mężczyzn, budzi emocje. Biel nagle przestaje być niewinna. To nie jest biała flaga, symbol poddania. Chyba że mowa o oddaniu się własnym lękom. U Koper agresja zostaje ośmieszona, zdetonowana. Męskie ego, cała ta waleczna nadbudowa, nagle pęka. Patrząc na skotłowane ciała, chciałoby się powiedzieć: sprawdzam. Sprawdzam, co kryje się pod pokazem siły. Czy znajdziemy tam lęk, czy może głęboką potrzebę bycia dotkniętym, głód atencji?
Obraz zawieszony na ścianie pozostaje w bezpieczny sposób odseparowany od patrzących. Rzeźba to medium, które nam zagraża. Stoi obok, rzeczywista jak my, zajmuje naszą przestrzeń. Swoją obecnością domaga się uwagi, bliskości. Ola sama przyznaje, że w muzeach po kryjomu dotyka eksponatów. W eskaem możecie, a nawet musicie to robić. Koper przerywa wpojoną nam tresurę dystansu i traktowania sztuki jak sacrum. Kontakt z dziełem jest tu intymny, niemal tożsamy z kontaktem z samą artystką lub jej lękami, fascynacjami.
Czy walka to tylko spektakl dwóch ciał, które chcą się ze sobą zmierzyć? Czy to dobrowolne oddanie się drugiemu człowiekowi, w zgodzie na ból, utratę zdrowia lub honoru, nie jest ostatecznie najlepszą formą pomocy samemu sobie?
Pytania zostają otwarte. Możecie płynnie przechodzić od lęku przed agresją po erotyczną ekscytację. Rozdzielać je i łączyć. Zobaczyć to, co Ola chciała pokazać, albo zobaczyć tam coś zupełnie swojego, wstydliwego. Czyste bozzetto czeka na Waszą interpretację. Najlepiej taką, o której nikomu nie powiecie.
Aleksandra Koper – studiowała rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i Łodzi.
Twórczość Koper koncentruje się na zagadnieniach cielesności i kulturowych kodach męskości i kobiecości – szczególnie w kontekście siły fizycznej, władzy, przemocy i pożądania. Tworzy rzeźby nasycone napięciem między kontrolą a uległością, przemocą a estetyką.
Związana z Łodzią, od dwóch lat mieszka w lesie na Warmii, rzeźbi i studiuje filozofię.
/Materiał prasowy ogranizatora./
